Młynarze

Taki sobie młynarz dobry
jak i wojewoda,
wojewodzie robią ludzie
młynarzowi woda.

Mielenie zbóż w Polsce przed epoką młynów.
W sławnej Księdze założenia klasztoru Świętej Maryi Dziewicy w Henrykowie, zwanej Księgą Henrykowską, spisywanej od 1269 do 1310 roku w klasztorze Cystersów w Henrykowie, na stronie 24 znajduje się zapis: Sine, ut ego etiam molam hoc est polonico day ut ia pobrusa a ti poziwai, co należy tłumaczyć: Pozwól, bym ja też mełł to jest po polsku: pozwól, ja będę mełł, a ty odpocznij. Jest to nie tylko najstarszy zapis w języku polskim ale także najstarszy zapis w języku polskim dotyczący przemiału zboża ( inna sprawa, to na ile naprawdę jest to zdanie w języku polskim skoro wypowiada je Czech do swojej żony Ślązaczki. Słowo brus we współczesnym języku czeskim oznacza kamień szlifierski, zaś po śląsku brusić znaczy ostrzyć ). Bruszenie czyli obracania kamienia żarna, jest najstarszym znanym sposobem produkcji mąki na większą skalę. Tak czy inaczej, zachowując poprawność polityczną, najstarsza wzmianka w języku polskim o produkcji mąki pochodzi z roku 1270.
Najstarsze urządzenia do rozcierania zboża odnalezione na terenie Polski to granitowe żarna łódkowe pochodzące z epoki neolitu, jedno z nich znajduje się na wydziale Geologii UAM w Poznaniu.

Żarno łódkowe. Fot. Wikipedia
Żarno łódkowe. Fot. Wikipedia

Andrzej Gładkowski podaje informację, że w Biskupinie odnaleziono żarna pochodzące z 550r. pne. W 1954r. podczas wykopalisk prowadzonych w tymże Biskupinie odkryto pozostałości zespołu żaren rotacyjnych z regulowaną za pomocą żelaznej paprzycy odległością pomiędzy kamieniami. Odkrycie to może potwierdzać hipotezę Witolda Hensla, że występujące w najstarszych źródłach słowa: molendina i molina oznaczają zgromadzony w jednym pomieszczeniu zespół żaren obsługiwanych przez ludzi zwanych molentes.

Przekrój złozenia żarna z Biskupina X-XI w., Z pracy W. Szafrańskiego, Na śsladach prototypu wczesnosredniowiecznego młyna z X-XI w.
Przekrój złozenia żarna z Biskupina X-XI w., Z pracy W. Szafrańskiego, Na
śladach prototypu wczesnośredniowiecznego młyna z X-XI w.

Na podstawie odkrycia z Biskupina należy uznać, że najstarszy znany młyn w Polsce pochodzi być może już z X wieku, zaś najstarsi młynarze owi molentes byli niewolnikami ( brańcami ), podobnie jak w Odysei Homera gdzie 50 niewolnic obsługiwało żarna na dworze króla Feaków a 12 na dworze Odyseusza.

Młyny wodne.

Bondyrz Jeden z ostatnich młynów z kołem wodnym na lubelszczyźnie. Fot. Lech Dziedzic
Bondyrz Jeden z ostatnich młynów z kołem wodnym na lubelszczyźnie. Fot. Lech Dziedzic

Młyny wodne pojawiły się w Polsce ok. XII w. ( według Stanisława Trawkowskiego już nawet w XI w. ) kolejno: na Śląsku, w Wielkopolsce, Małopolsce, na Rusi i Litwie. Wspomniana wcześniej Księga Henrykowska podaje, że w XIII w. młyny na Śląsku były rzadkością. Najstarsza wzmianka o młynie pochodzi z 1149 roku i dotyczy Dobrej koło Wrocławia, zaś o samym kole wodnym czytamy w dokumencie z 1145 roku. W połowie XIII w. Kraków posiadał już sześć młynów nad Prądnikiem i przynajmniej jeden na Rudawie. Na Rusi pierwsza informacja o młynie pochodzi z 1352 roku kiedy to Kazimierz Wielki poświadczył dzieciom Macieja, byłego wójta Lwowa, młyn w Sielskim Kącie w powiecie lwowskim. Zastanawiające jest tak późne ( koniec XIV w. ) pojawienie się młynów na wschodzie Polski. Niektórzy twierdzą, że mogło to być skutkiem pogańskiej jeszcze tradycji. Przykładowo kult pogański Krywe – Krewejto zabraniał grodzenia rzek. Jednak bardziej prawdopodobne jest, że wynika to z braku źródeł pisanych dotyczących tego rejonu z okresu wcześniejszego. Istnieje hipoteza, że jeszcze przed zastosowaniem kół wodnych pionowych ( wertykalnych) stosowano w Polsce koła poziome ( horyzontalne). Upowszechnienie młynów wodnych związane było zapewne z brakiem darmowej siły roboczej – brańców. Ostatnie wielkie wyprawy mające na celu ich pozyskiwanie, zakończyły się w czasach Bolesława Krzywoustego, potem trzeba było ich kupować na Pomorzu lub w Danii. Archeolodzy odnaleźli dotychczas w Polsce pozostałości po trzech młynach wodnych: w Otalążku na Mazowszu, w Ptakowicach na Śląsku i w w Mniszku na Kujawach.
Młyny wodne ze względu na rodzaj koła dzielą się na: podsiębierne zwane walnymi i nasiębierne zwane korzecznymi. Jako pierwsze powstawały młyny wodne z kołem podsiębiernym lokowane na większych ciekach wodnych. Koła nasiębierne ponieważ wymagały wiedzy z zakresu budowy stawów i grobli pojawiły się w Polsce nieco później. Młyny z kołami podsiębiernymi miały większą wydajność niż młyny z kołami nasiębiernym. Kołem podsiębiernym nurt wody porusza poprzez uderzenie w płaskie jego łopaty. Koło nasiębierne wymagało spiętrzenia wody przynajmniej do wysokości koła, na które spadała ona z góry wypełniając umieszczone w tym kole korytka zwane korczynami. Zaletą tych młynów była możliwość budowania ich na małych i bardzo małych ciekach, stanowiły one większość polskich młynów stacjonarnych. W rejestrze poborowym podatku łanowego dla powiatu krasnostawskiego z 1659 roku na 57 wymienionych tam młynów, 39 to młyny z kołem korzecznym. Niektórzy wyodrębniają jeszcze koła śródsiębierne, były to w zasadzie koła zbudowane podobnie jak nasiębierne z tym, że woda doprowadzana była młynówką do wysokości około połowy koła. Innym jeszcze rodzajem małych młynów były młyny na wagach, były to młyny podsiębierne budowane na palach wbitych w dno rzeki. W XIII wieku pojawiły się na terenie naszego kraju młyny pływające zwane pływakami lub bździelami. Niedawno replikę takiego młyna zbudowano w Muzeum Wsi Kieleckiej. Młyny te kotwiczono łańcuchami do brzegów. Młyny takie możemy oglądać na obrazie Bernardo Bellotto zwanym Canaletto, zatytułowanym Widok Warszawy od strony Pragi z 1770r. Bardzo duża ilość młynów pływających znajdowała się na Wiśle w okolicach Płocka. Młyny pływające kotwiczone w dużych ilościach na rzekach spławnych bardzo utrudniały żeglugę, dlatego też rządy gubernialne Królestwa Polskiego w pierwszej połowie XIX roku wydały im wojnę, starając się wszelkimi sposobami ograniczyć ich ilość. Hybrydą młyna stacjonarnego lub młyna na wagach i pływaka były tak zwane klepaki. Młyn ten posiadał jedną część stacjonarną, ulokowaną w budynku usytuowanym na lądzie lub palach, zaś druga jego część, podtrzymująca koniec wału koła wodnego, umieszczona była na łodzi zwanej łyżwą.
Z tego rodzaju młynem związana jest dziewiętnastowieczna historia próby przełamania monopolu mlewnego w Ordynacji Zamoyskich. Otóż w 1866 r. dwaj mieszkańcy Szczebrzeszyna Wojciech Traczykiewicz i Wolf Bernsztajn, wystąpili o zezwolenie na budowę dwóch młynów klepaków wraz z foluszami ( urządzeniami do produkcji sukna ). Przedstawiciel Ordynacji Zamojskiej wobec próby złamania w jej mieście monopolu, starał się tą inicjatywę zablokować. Początkowo wysunięto zarzut, że Szczebrzeszyn jest miastem prywatnym i taka inwestycja wymaga zgody właściciela. Potem sugerowano zagrożenie pożarowe dla miasta, jakie mogłyby stwarzać powstałe przy młynach folusze. Kiedy te zarzuty nie odniosły skutku sugerowano możliwość zniszczenia przez te młyny grobli i mostu. Wojciech Traczykiewicz i Wolf Bernsztajn zmobilizowali mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy w liczbie niemal stu podpisali petycję przesłaną 10 października 1866 r. do Rządu Gubernialnego Lubelskiego, z prośbą o podtrzymanie zezwolenia na budowę młynów. Ostatecznie ordynacja wysunęła zarzut, że młyny te nie są budowane na przepływającej przez miasto rzece Wieprz ale na kanale wykopanym jej kosztem. Ordynatowi udało się uzyskać wsparcie naczelnika powiatu zamojskiego, który nakazał wstrzymanie budowy. Co ciekawe petycję z 1866r. podpisał między innymi mieszczanin szczebrzeszyński Jan Kołcon a dzisiejszy właściciel ordynackiego młyna nazywa się Marek Kołcon.
Młyny wietrzne.

Wiatraki pojawiły się w Polsce w wieku XIII. Ze względu na niższy od młyna wodnego koszt budowy ich ilość bardzo szybko rosła, szczególnie w Polsce zachodniej i północnej. Początkowo produkowano w nich głównie kaszę. Ze względu na konstrukcję wiatraki można podzielić na dwa podstawowe typy: koźlaki i holendery.

Koźlak z z XIX w. w Tuligłowach w pow. krasnostawskim. Fot. Lech Dziedzic
Koźlak z z XIX w. w Tuligłowach w pow. krasnostawskim. Fot. Lech Dziedzic

Koźlak był najstarszym i najbardziej powszechnym wiatrakiem, jego nazwa pochodzi od podstawy całego urządzenia zwanej kozłem na którym cała budowla mogła się obracać względem osi pionowej wokół słupa zwanego sztembrem. Do obracania służył dyszel poruszany przez konia lub dwóch ludzi. Pierwszą kondygnację wiatraka koźlaka zajmował kozioł, zaś złożenie kamieni znajdowało się na trzeciej kondygnacji. Napęd zapewniały obracające się skrzydła zwane śmigami, które przenosiły podobnie jak w młynie wodnym, napęd za pomocą przekładni palczastej na złożenie kamieni. Koło palczaste wiatraka bywało znacznych rozmiarów, Jego średnica dochodziła nawet do 4 metrów.
Wiatrak wieżowy zwany holendrem pojawił się w Polsce dopiero w XVIII wieku. Główna różnica między koźlakiem a holendrem polegała na tym, że w holendrze nie obracał się cały budynek wiatraka ale jedynie jego dach w którym osadzone były śmigi. Pozwalało to na budowę głównego korpusu wiatraka nie tylko z drewna ale także z kamienia lub cegły. Korpus ten był budowany przeważnie na rzucie koła lub ośmioboku. Budynki tych wiatraków były większe od koźlaków, niekiedy osiągały wysokość do 5 kondygnacji. Brak kozła pozwalał wykorzystać na cele produkcyjne także pierwszą kondygnację wiatraka. Tym samy można było instalować więcej złożeń kamieni, poza tym można było w nim zastosować system automatycznie ustawiający śmigi do wiatru. Koszt budowy holendra znacznie przewyższał koszt koźlaka. Oprócz powyższych dwóch typów podstawowych, powstawały także ich hybrydy. Jedną z nich był wiatrak o nazwie perlak lub paltrak. W wiatraku tym na murowanym przyziemiu osadzone było łożysko po którym obracał się drewniany korpus taki jak w koźlaku. Regionalną hybrydą był wiatrak sokólski budowano je w rejonie Sokółki pod Białymstokiem. Konstrukcyjnie był to koźlak stawiany na tak zwanym kopcu czyli fundamencie w kształcie ściętego stożka, murowanym z polnych kamieni. Niektórzy wyróżniają jako odrębny typ wiatraka, wiatraki czerpakowe, jednak były to w większości koźlaki i niekiedy holendry służące do pompowania wody. Wiatraki takie były niegdyś mocno rozpowszechnione na Żuławach. W XX wieku powracający z Ameryki Północnej emigranci sprowadzili do Polski turbinę wiatrową, którą stosowano na południu kraju do napędzania niewielkich złożeń kamieni.
Oprócz młynów wodnych i wiatraków istniały jeszcze młyny napędzane siłami człowieka zwane
dreptakami oraz młyny zwierzęce poruszane siłą koni lub wołów. Szacuje się,że w wieku XVII wszystkich młynów i wiatraków na terenie Polski było ponad 10 000 a w wieku XVIII ponad 14 000.
Zasada działanie kamieni młyńskich.

Kanień biegun z Tuligłów w pow. krasnostawskim. Fot. Lech Dziedzic
Kamień biegun z Tuligłów w pow. krasnostawskim. Fot. Lech Dziedzic


Podstawowym urządzeniem we młynie, stosowanym zarówno w młynach wodnych jak i wiatrakach było złożenie kamieni młyńskich. Urządzenie to składało się z dwóch kamieni w formie płaskich walców z których dolny nieruchomy nazywano leżakiem lub spodkiem zaś górny ruchomy, biegunem. W kamieniach tych w powierzchniach przylegających do siebie żłobiono ukośne bruzdy. Przez leżak przebiegało wrzeciono czyli pionowa belka drewniana. Na dolnym końcu belki znajdowało się cewie czyli walec z pionowymi bruzdami lub szczeblami. Cewie było częścią przekładni palczastej, odbierało ono napęd z koła palecznego umieszczonego na wale poruszanym przez koło wodne, w młynie wodnym lub śmigi w wiatraku. Wrzeciono w swojej górnej części ( w młynie wodnym ) mocowano do paprzycy – metalowego elementu zakotwiczonego poziomymi łapami w biegunie wprawiając go w rotację.

Paprzyca zamocowana w biegunie. Fot. Lech Dziedzic
Paprzyca zamocowana w biegunie. Fot. Lech Dziedzic


Złożenie kamieni obudowane było drewnianą okrągłą skrzynią zwaną łubem lub łubiem. Ponad złożeniem kamieni znajdowała się skrzynia zasypowa, którą napełniano ziarnem. Najstarsze kamienie młyńskie wykonywane były z jednolitych bloków piaskowca. Miały one średnicę od 70 do 160 cm. Kamień górny miał przeważnie grubość ok. 35 cm, dolny ok. 25 cm. Najbardziej cenione były kamienie pochodzące z okolic Chełma zwane
lubelskimi i kamienie zwane ślązakami. W XIX w. pojawiły się w Polsce kamienie produkowane z kwarcu pochodzącego z kamieniołomu w La Ferte we Francji zwane francuzami. Kamienie te robiono w ten sposób, że wokół centralnego niewielkiego kamienia zwanego sercem z wykonanym w centralnej jego części otworem (okiem ) układano dokładnie obrobione kawałki kamienia kwarcowego, spajano je cementem oraz opasywano metalowymi obręczami.

Złożenie kamieni obudowane łubiem. Orłów Drewniany pow. krasnostawski. Fot. Lech Dziedzic
Złożenie kamieni obudowane łubiem. Orłów Drewniany pow. krasnostawski. Fot. Lech Dziedzic

Także w XIX wieku zaczęto zastępować pionowe koła wodne poziomymi metalowymi turbinami zaś potem maszynami parowymi, silnikami spalinowymi a w XX wieku elektrycznymi.

Turbina Francisa we młynie w Orłowie Drewnianym pow. krasnostawski. Fot. Lech Dziedzic
Turbina Francisa we młynie w Orłowie Drewnianym pow. krasnostawski. Fot. Lech Dziedzic


Kim byli młynarze nazywani w średniowiecznych dokumentach molendinatores?
Powszechnie uważa się, że młynarz to osoba zajmująca się przetwarzaniem ziarna zbóż na mąkę.
Piotr Plisiecki zwrócił uwagę na fakt, że zdefiniowanie tego zawodu zwłaszcza w średniowieczu, nie jest takie proste. W dokumentach średniowiecznych mianem molendinator określano nie tylko człowieka zajmującego się przemiałem zboża na mąkę ale także produkującego kaszę za pomocą stępy, rozdrabniającego rudę metali, tnącego drewno w tartaku czy też obrabiającego sukno w foluszu. Molendinatorami nazywano także budowniczych młynów i to bez względu na to czy po wybudowaniu młyna dalej prowadzili w nim swoją działalności czy też opuszczali go zajmując się budową następnego. Co więcej nazwą tą określano także właścicieli młynów, którzy czerpali zyski z ich działalności, osobiście nie zajmując się pracą we młynie. Najstarsza informacja o młynarzu na polskim terytorium, pochodzi z 1236r. i znajduje się w dokumencie klasztoru cysterskiego w Paradyżu, założonym w 1230r. jako filia francuskiego Morimondu. Dokument ten informuje, że źreb ( gospodarstwo rolne ) koło Gościechowa ( Gościkowo – Paradyż ) ufundował młynarz zwany Franko i który także był Frankiem, czyli Niemcem. Najpewniej został on sprowadzony do Paradyża z Morimondu bądź którejś z niemieckich filii w Kamp lub Ebrach. Młynarzami bardzo często zostawali rzemieślnicy zasłużeni dla króla, głównie byli to cieśle ale nie brakowało i innych rzemieślników. W 1405 r. Jan syn Michała z Dzierzkowic młynarza lubelskiego otrzymał od Władysława Jagiełły przywilej budowy młyna w Chłopiu, jako wynagrodzenie za prace konstrukcyjne. W 1411 r. za zasługi dla króla prawo wybudowania młyna i tartaku pod miastem Krasnymstawem otrzymał cieśla Jarosz. W 1433 r. mostowniczy wojsk czynnych o nazwisku Pac, za swoje zasługi względem króla otrzymał młyn we wsi Jedlnia w powiecie radomskim, nazywany w późniejszych czasach Pacyna zaś rzeka nad którą się znajdował do dziś nosi nazwę Pacynka. Nadanie dla Paca podobnie jak i dla innych młynarzy było obwarowane obowiązkiem oddawania dwóch trzecich zysków dla królewskiego dworu i dodatkowo obowiązkiem naprawiania mostów i budowy stacji królewskich podczas wypraw wojennych. Do młyna tego było przywiązane mlewo ( przymus mlewa ) z królewskich wsi Maków, Makowiec i Trablice oraz wsi miejskich Radomia. Przywilej ten w 1549r. potwierdził król Zygmunt August zaś w 1637r. dla Wojciecha Paca, jego żony Katarzyny i synów Jana i Marcina król Michał Korybut Wiśniowiecki. Pod koniec XVIII wieku starosta radomski Aleksander Potkański rugował Paców z młyna. Po wieloletnich procesach Pacowie w 1828r. odzyskali młyn jako dzierżawę a w 1831r. kupili go na własność by ostateczne w 1834r. sprzedać go Kazimierzowi Bojanowiczowi. Tenże Pac mostowniczy królewski mógł być przodkiem XIX wiecznego lubelskiego rodu młynarskiego Paców zwanych także Paciami. Nestorzy tego rodu Adam i Michał wywodzili się z ziemi radomskiej ( Adam był młynarzem w Ciepielowie pow. lipski ok. 40 km od młyna Pacyna ).
Ciesielskie początki zawodu młynarza znajdują swoje potwierdzenie w dokumentach nadania młynów, poprzez powszechne zobowiązywanie odbiorców tych nadań, do wykonywania prac z toporem na rzecz nadawców. W nadaniu Siemowita mazowieckiego z 1378 r. książę zastrzega sobie obowiązek wykonywania prac ciesielskich przez młynarza Andrzeja. Obowiązek ten znajduje odzwierciedlenie także w dokumentach pochodzących z okresu nowożytnego. Przywilej Marka Sobieskiego starosty krasnostawskiego ( to ten, którego ścięli kozacy po bitwie pod Batohem ) z 1651 r., wystawiony dla Pawła Kołsuta młynarza rzeszowskiego ( młyn o nazwie Rzeszów znajdował się w Krasnymstawie w województwie lubelskim nad rzeką Żółkiewką ) zawiera taki zapis : Roboty też wszelakie jako inni młynarze czynić i odbywać do zamku. Natomiast w instrukcji ekonomicznej z 1673 roku, wojewody czernichowskiego Stanisława Bieniewskiego czytamy: … i też bełki niechaj mielnicy wyrabiają we dworze tak, żeby byli w kwadrat po pół łokcia. Umiejętności ciesielskie były wymagane przez cechy młynarskie na egzaminie czeladniczym i mistrzowskim jeszcze w XIX i na początku XX wieku. W 1825 r. starsi Zgromadzenia Młynarskiego w wielkopolskim Władysławowie zażyczyli sobie przy egzaminie mistrzowskim, od czeladnika młynarskiego Ferdynanda Konczaka, wykonania koła palecznego do wiatraka.
Kategorie młynarzy.
Jak podaje Bohdan Baranowski w XVI wieku istniały w Polsce cztery kategorie młynarzy.
Do pierwszej kategorii należeli młynarze miejscy, właściciele młynów wodnych lub wiatraków czy też miejskich młynów końskich.
Do drugiej grupy należeli młynarze czynszowi, wolni osobiście będący właścicielami dziedzicznymi zabudowań osady młynarskiej, byli oni zobowiązani do ponoszenia pewnych ciężarów na rzecz feudalnego właściciela gruntów. Głównie znajdujemy ich w królewszczyznach i dużych majątkach świeckich i kościelnych. Oprócz uiszczania czynszu w zbożu lub pieniądzu zobowiązywani byli do innych prac, najczęściej było to wykonywanie nieodpłatnie wspominanych już prac ciesielskich, tuczenie pańskich wieprzy ( najczęściej dwóch ) a w przypadku posiadania przy młynie gospodarstwa rolnego odrabianie pańszczyzny w wymiarze takim jak inni chłopi we wsi.
Trzecia kategoria to dzierżawcy młynów na umowie terminowej. Najczęściej stosowano umowy trzyletnie, podobnie jak przy dzierżawie folwarków, wynikało to z powszechnego w owym czasie stosowania trójpolówki. Bywały także i inne okresy dzierżawy, na przykład roczne ale i czterdziestoletnie. Do tej kategorii młynarzy należeli zarówno młynarze pochodzenia chłopskiego jak i mieszczańskiego.
Czwartą wreszcie grupę młynarzy stanowili najemni pracownicy folwarczni i miejscy wyrobnicy prowadzący pańskie i miejskie młyny w zamian za wynagrodzenie w pieniądzu i naturze ( ordynarię ).
Młynarzy przeważnie osadzano na tak zwanej miarze, to znaczy, że oddawali oni właścicielowi ziemi część zboża pobieranego jako opłata od każdego zmielonego korca.
Najczęściej była to tak zwana trzecizna polegająca na oddawaniu dwóch części właścicielowi gruntu zaś młynarz miał się zadowalać częścią trzecią. W lepszej sytuacji byli młynarze osadzeni na drugiej miarze bo zostawała im połowa opłat. Byli jednak też, jak podaje Jerzy Adamczewski, na przykład w Prusach Książęcych, młynarze osadzani na 1/4 lub też 1/6 miary. Na terenach wiejskich właścicielami młynów i innych zabudowań młynarskich przeważnie byli właściciele gruntu ( król, właściciel folwarku). Inaczej było na terenach miast, gdzie młynarz często posiadał pełną własność młyna i gruntu. Koszty wyposażenia młyna, głównie w kamienie i żelaza ponosili młynarze proporcjonalnie do dochodów zagwarantowanych w umowach. Do obowiązków młynarza należała dbałość o dobry stan zabudowań młyńskich i grobli oraz ich bieżące remonty. Częstym obowiązkiem nakładanym na młynarzy było też odszlamianie stawów i młynówek ( kanałów doprowadzających wodę na koło wodne). Od wieku XVII mamy do czynienia z procesem rugowania z młynów młynarzy będących właścicielami zabudowań i dzierżawcami dziedzicznymi i zamienianiem ich w dzierżawców czasowymi albo wręcz chłopów pańszczyźnianych. Rugowanie młynarzy miało bardzo często brutalny przebieg. Zapiski sądowe pełne są informacji o najazdach właścicieli ziemskich na młyny, biciu młynarzy i ich rodzin a nawet jak potwierdza przykład klonowskiego młynarza Ciołka, zabójstw. Młynarze siedzący na swych młynach od pokoleń na podstawie starych przywilejów starali się bronić, kierując skargi do sądów. Przykłądem takiej obrony są dzieje młynarskiej rodziny Lasków zwanych później Laskiewiczami i Laskowiczami. W latach 1751 – 1766 rodzina ta była właścicielami młynów w Parzycach i Ostrowie.
Edukacja młynarska.
Prowadzenie młyna wymagało posiadania bardzo szerokiej wiedzy, zarówno z zakresu rozumienia działania zjawisk przyrodniczych jak i wiedzy z zakresu ciesielstwa, kowalstwa, kamieniarstwa czy grabarstwa ( prowadzenia prac ziemnych). Przy powszechnym w owym czasie analfabetyzmie wiedzę taką można było wynieść jedynie poprzez wieloletnią praktyczną naukę zawodu. Przeważnie odbywano ją bądź to pracując z ojcem młynarzem, bądź z młynarskim mistrzem. W miastach naukę zawodu nadzorowały organizacje cechowe. Edukacja młynarza trwała nawet kilkanaście lat. Zaczynała się często już w wieku 13 lat od przyjęcia przez mistrza na czterotygodniowy okres próbny. Po okresie próbnym mistrz zawierał z rodzicami ucznia umowę o przyjęciu do terminu. Umowa taka była potwierdzana przez starszego lub podstarszego cechu. W umowie uczeń zobowiązywał się do posłuszeństwa, szanowania mistrza i jego rodziny oraz gorliwość w nauce, mistrz zaś gwarantował uczniowi utrzymanie, ubranie oraz pokrycie kosztów wyzwolenia na czeladnika. Po zawarciu umowy, uczeń wpisywany był do cechowej księgi uczniów. Nauka trwała od 3 do 5 lat. Po jej ukończeniu na wniosek mistrza uczeń był wyzwalany na czeladnika i wpisywany do cechowej księgi czeladników.
Aby zostać mistrzem, czeladnik musiał zdać egzamin mistrzowski, polegający na wyrobieniu sztuki młynarskiej, czyli wykonaniu jakiejś części mechanizmu młyna, n.p. cewia, lub koła palecznego,. Musiał też wykazać się pełną umiejętnością obsługi młyna. Uzyskanie kwalifikacji mistrza młynarskiego pozwalało kształcić uczniów a tym samym uzyskać niemal darmową siłę roboczą. Inaczej wyglądała edukacja młynarzy wiejskich. Właścicieli wiejskich młynów bardziej interesowała praktyczna umiejętność prowadzenia młyna niż świadectwa czeladnicze czy mistrzowskie. Przyjmowani w tych młynach na naukę zawodu młynarczykowie często zostawali nimi dożywotnio. Dużą grupę młynarzy stanowili młynarze wędrowni zwani wędrusami, byli to czeladnicy młynarscy a nawet nie wyzwoleni uczniowie. Wędrowali oni od młyna do młyna oferując pomoc przy pracach młynarskich. Bardzo często zajmowali się ostrzeniem kamieni młyński, to jest nakuwaniem bruzd w tych kamieniach. Innym celem tych wędrówek były poszukiwania wdowy z młynem lub też młynarskiej córki i to pomimo tego, że jak pisze Jerzy Adamczewski nie miały one dobrej opinii jako kandydatki na żonę. Fakt ten ilustrują ludowe przyśpiewki:
Młynarczanki nie chcę,boć bardzo leniwa,
jak się obje parki, leży jak nieżywa.
Czy też inna:
Młynarzowej nie chcę, też się rada stroi.
A jak się ustroi o męża nie stoi;
Musiał bym ja za nią latać,
Tęgim kijem grzbiet jej łatać,
O mój miły Panie, niech się tak nie stanie

Taki ożenek często stawał się kamieniem węgielnym przyszłego rodu młynarskiego. Tak powstał wielopokoleniowy ród młynarzy Stojańskich. W 1771 r. Jan Stańczuk brat Michała Ustjańskiego młynarza w Siennicy Nadolnej ożenił się z Anną Złotnik zwaną też Adamiak, z młyna Rzeszów w Krasnymstawie. Mieli oni synów Tomasza młynarza na młynie rzeszowskim w Krasnymstawie i Grzegorza młynarza w Tuligłowach, Hajownikach i Woli Żółkiewskiej. Z kolei Grzegorz miał syna Ignacego młynarza w Woli Żółkiewskiej. Powyższy przykład ilustruje częsty kłopot genealogów z identyfikacją osób. Jak już wspomniałem Jan brał ślub pod nazwiskiem Stańczuk, jego brat Michał nosił nazwisko Ustjański i pod takim też nazwiskiem został Jan zapisany w księdze zejść, ale jego synowie urodzili się jako Ostjańscy by ostatecznie w trzeciej dekadzie XIX w. utrwalić swoje dziedziczne nazwisko w formie Stojańscy.
Dochody młynarzy.
Rentowność profesji młynarskiej była bardzo zróżnicowana i zależała od rodzaju i wielkości młyna ( większa była z młynów wodnych znacząco mniejsza z wiatraków ) oraz warunków prawnych na jakich młyn funkcjonował. W każdym razie zamożność młynarzy była nieporównywalnie większa niż znacznej części przedstawicieli innych rzemiosł o chłopach pańszczyźnianych nie wspominając. Zamożność ta była solą w oku właścicieli folwarków i była też pewnie główną przyczyną zwiększania obciążeń ekonomicznych i wspominanych już rugów młynarzy z młynów dziedzicznych. Jako przykład może służyć historia młynarza Marcina Spały z młyna w Spale w dzisiejszym województwie łódzkim, który skarżył się na posesorkę ( dzierżawczynię ) starostwa inowłodzkiego Ludwikę z Załuskich Moszyńską, do lustratorów tegoż starostwa. Jako, że dokument ten jest krótki to przytaczam go w całości.
Nota punktów podanych w pokrzywdzeniu Marcina Spały, młynarza, od skarbu JWP starosty, inowłodzkiego do JWPP Lustratorów dn. 20 lipca r. 1789.
1-mo. Jako ten młyn ex antiquo jest dziedzictwem Spałów który pradziadek teraźniejszego młynarza swoim sumptem wystawił. Gdy zaś poprawiony był od skarbu starościńskiego, naznaczyli aby z tego młyna, dawał młynarz wymiaru na rok jeden kor. 12 starą miarą ( i wieprzów dwa na rok wykarmić ), a to jeszcze sądomierską miarą, w której ćwierci znajdowało się garcu 10. Lat temu siedem podwyższył dwór, abym wypłacił i wydawał na rok po kor. 20 i wieprzów 4 abym wykarmił. Gdym zaś to wypełniał gwałtownie z zasiewów swoich, gdyżem nie mógł zebrać tego z miarek, z którego grontu robię dni 23 w tydzień przez kwartałów 3, a przez kwartał od św. Jana do św. Michała po dni 3, przeto, aby mnie z tego młyna wygnali, podwyższyli, abym dawał na rok po kor. 24, który rok ten jest pierwszy, że tak muszę dawać, ato tylko jednym kamieniem mele.
2-do. Zrucili mi folusz, którym razy 3 wystawiał go, z tegom miał pomoc, bo com zarobił na folusie, tom za to kupieł smarowidła do młyna, żelastwa różnego potrzeby młynarskiej, oszkardy i różne naczynia.
3-tio. Kamienie sobie sam kupuję młynarskie, stępy swoim kosztem wystawiłem, żelastwo moje jest wszystko, oprócz co na jednym wale do mielenia, na tym tylko jest ref 4 i 2 czopy skarbowe, wrzeciono zaś od kamienia i to wspólne.
4-ta. Mleć muszę dla dworu bez miarki, jako to ekonomom z folwarków, czeladzi arendarzowi, kaszy, mąki różne dla dworu robić z ich ziarna, darmo i odwozić do dworu; a gdy z chudego zboża tak nie wystarczy, to swoje dosypywać muszę, co to dla mnie ubogiego młynarza jest wielką krzywdą i upadkiem.
5-to. Sepu i danin gromadzkich ode mnie wymagają, których przedtem nigdym nie dawał, a na ten rok chcą abym dał, a nie mam z czego.
W tych tedy pokrzywdzeniach uciśniony, żebrzę jak najlitościwszego sparcia, gdyż biedny i młyn porzucić bym musiał, już i tak zniszczony, za które pozyskane łaski powrócenie mnie do pierwszych danin, gdy to otrzymam, Majestat Boski błagać nie przestanę osierociały i z dziatkami swemi za JWPP Dobrodziejów.
Marcin Spała młynarz.
Drugi rozbiór Polski zakończył rządy skonfliktowanej z Marcinem Spałą posesorki dóbr inowłodzkich, Ludwiki z Załuskich Moszyńskiej, wdowy po Ludwiku Moszyńskim staroście inowłodzkim, co być może uratowało młyn. Jak się dowiedzieliśmy ze skargi, młyn Spałów wybudował pradziad Marcina o nie znanym imieniu. Młyn ten ma jednak dłuższą historię niż trzy pokolenia przed Marcinem. Wiemy, że młyn w Spale wymienia już dokument z 1525r., zaś sama nazwa Spała znana była już w 1511r. Dziadek Marcina miał na imię Franciszek, zaś ojciec Bartłomiej. Bartłomiej ożenił się z Marianną z Babiszków. Rozbudował on młyn o folusz i być może tartak. Młyn Spała był największym z czterech młynów starostwa i jego koła napedzały kamień mączny, jagielnik ( stępę? ), folusz produkujący sukno brzezińskie zwyczajne ( sukna brzezińskie w owym czasie słynęły z dobrej jakości ) i tartak. Pozostałe trzy młyny należące do starostwa inowłodzkiego były mniejsze i ponosiły też mniejsze obciążenia. Inwentarz podaje: Pierwszy (…) na rzece Krępie (…) Krępa od niej przezwisko noszący o jednym kole mącznym, drugim stępniaku … z niego wymiaru daje żyta kor. 8 (…) wieprza chudźca karmi. Drugi Gusk na Giełzowce rzece (…) mający, wodę donośną, koło mączne i jagielnik w nim jest, daje wymiaru kor.8 żyta (…) wieprza wykarmia. Trzeci, na Liciąży (…) takoż daje kor. 16 żyta … wieprzów dwa (…).
Marcin Spała żonaty był z Gertrudą Grotkówną, miał chyba tylko jedną córkę Magdalenę noszącą po mężu nazwisko Stronisz. Zakończył życie tragicznie, utonął 01 kwietnia 1819 r. Po Marcinie w 1819 r. młyn folusz i tartak odziedziczył Kacper Spała syn Hiacentego ( Jacentego ) Spały, brata stryjecznego Marcina. Kacper rozbudował tartak, wybudował budynki mieszkalne dla robotników i zaprzestał działalności w zakresie przemiału zboża bo po 1819r. zanika stara nazwa osady – Młyn Spała, a pojawia się nazwa – Tartak Spała. W ten sposób osada młynarska młynarzy Spałów stała się wsią Spała. W 1885 roku w Spale wybudowano według projektu Leona Mikuckiego drewniany pałacyk dla cara Aleksandera III. Tak powstał nieopodal miasta Łodzi, kurort bardzo ceniony przez prominentnych polskich polityków do czasów Edwarda Gierka.
Nie jest jasne czy nazwa młyna w Spale pochodzi od nazwiska młynarzy Spałów, czy też nazwisko pochodzi od nazwy młyna. Wspominana już lustracja z 1789r. sugeruje, że młyn znajdował się nad rzeką Spałą, co wskazuje, że jest to wcześniejsza nazwa rzeki Gać.
Działalność młynarska nie była jedynym źródłem dochodów młynarzy. Dostęp do odpadów z przemiału zbóż powodował osiąganie znaczących zysków z chowu zwierząt, głównie świń, ale także bydła i koni. Jak podaje Jerzy Adamczewski ukuło się określenie koń młynarski jako synonim konia dobrze odkarmionego o doskonałej kondycji fizycznej. Młynarze osiągali także dochody z palenia gorzałki jak podaje przywilej Mikołaja Oleśnickiego dla miasta Lipsko z 1613r.: Iż mały pożytek z tego odnosili poddani nasi w tym miasteczku naszym z palenia gorzałek , którą to tylko kilku paliło , a nam przez to szkoda wielka była , przeto my do pożytku lepszego te gorzałki chcąc przywieść , które przy młynach do tych czasów zwykliśmy arendować i zastawiać , warujemy też to sobie wiecznymi czasy.
Niekiedy z młynem związane były nadziały ziemi wynoszące nawet 5 włók ( około 85 hektarów ). O nieco mniejszym nadziale informuje zapis uczyniony w 1519r. własną ręką przez Mikołaja Kopernika, nie tylko znanego astronoma ale też zarządcę dóbr kapituły warmińskiej. Kopernik opisuje w nim opuszczoną osadę młynarską Kynappel w okolicach warmińskiego Nowego Dworu. Osada ta była uposażona jednym łanem chełmińskim gruntu ( 17,955 hektara ). Do łanu tego przypisany był obowiązek remontu mostu.
O zamożności młynarzy mówią co nieco ich testamenty. Taki testament pozostawił po sobie zmarły bezpotomnie 11.05.1434r. Stanisław Świętosławowic młynarz z Koła, jakoby otruty wraz ze swoim spadkobiercą bratankiem Piotrem przez żonę Dorotę. Stanisław posiadał dwa młyny z foluszmi w Kole i Powiercie zaś syn jego brata Wawrzyńca, Piotr posiadał młyn z foluszem w Ponętowskiej Woli. O zamożności Stanisława świadczy fakt ufundowania przez niego ecclesia seu templum czyli kaplicy czy wręcz kościoła w Kole. Ponadto Stanisław Świętosławowic przeznaczył w swoim testamencie kwotę 27 grzywien (równowartość ponad 5 kg srebra ) dla swojej służby i współpracowników. Innym przykładem testamentu młynarza pokazującym zgoła odmienną sytuację ekonomiczną jest pochodzący z 22.04.1774 roku testament Wojciecha Wróblewskiego młynarza z Koźmina, który w obawie, że żony jego nie będzie stać na pokrycie kosztów pogrzebu, zwraca się do cechu młynarskiego z prośbą o ich pokrycie. W zamian za to przekazuje cechowi prawa do młyna, z obowiązkiem wypłacania co roku 40 złotych polskich na msze święte. Istotnymi elementami młynarstwa polskiego funkcjonującymi do połowy XIX wieku były: zakaz budowy młynów bez zgody właściciela dóbr feudalnych i przymus mlewa. Przymus mlewa polegał na obowiązkowym przemiale zboża przez mieszkańców oznaczonego obszaru, w ściśle wskazanym młynie. Nawet jeśli ktoś mełł całość swojego zboża na własnych żarnach to i tak zobowiązany był do wniesienia opłaty za mlewo w wysokości 8 korcy zboża za każdego członka swojej rodziny w wieku od 12 do 60 roku życia.
Kamień młyński i totolotek.
Pozycja społeczna młynarzy wiejskich wynikająca z ich kwalifikacji a także faktu zamieszkiwania przez nich najczęściej poza wsią powodowała, że byli oni, jak pisze Jerzy Adamczewski, podejrzewani o konszachty z nieczystymi mocami. Oskar Kolberg podaje (…) we spółce ze złym duchem są:czarownice i czarownicy jako to: młynarze, owczarze, pasiecznicy (…).
Główną domeną młynarzy miało być rzucanie i odczynianie uroków, a także udzielanie porad medycznych. Kamień młyński jakoby posiadał moc uzdrawiającą a dodatkowo podobno zapewniał sukces w grach losowych. Poza popularnością, takie postrzeganie młynarzy i młynarzowych powodowało, że niekiedy stawali się oni obiektem oskarżeń o czary i stawali przed trybunałami. Ten ezoteryzm profesji młynarskiej był zapewne powodem nadania jednemu z młynów nad rzeką Lubienką koło Nakonowa w dzisiejszym powiecie włocławskim, nazwy Diabełek a także powstanie w XVII wieku młynarskiego rodu Diabełków.
Młynarscy bohaterowie.
Młynarze byli ludźmi bardzo przedsiębiorczymi i odważnymi. Od czasów średniowiecza brali udział w działaniach wojennych, głównie jako budowniczowie przepraw i machin wojennych, ale także walcząc z bronią w ręku. W czasach potopu szwedzkiego znany był młynarczyk Michałko pochodzący z okolic Tucholi. Został on wcielony do wojska szwedzkiego z którego w 1657r. zbiegł i utworzył oddział partyzancki. Za zasługi w walce ze Szwedami przyznano mu na sejmie w 1658 roku szlachectwo. Tenże Michałko był pierwowzorem Michałka, plebańskiego sługi z sienkiewiczowskiego „Potopu”. Innym przykładem odwagi cywilnej młynarza jest historia Antoniego Sokołowskie młynarza w Wygnanowicach w województwie lubelskim, który uratował 26. lutego 1851r. z pożaru dwu letnią Józefę córkę Antoniego Korneta. Za ten czyn car Mikołaj I odznaczył go srebrnym medalem Za uratowanie ginących.
Młynarze kondycji szlacheckiej.
Młynarzami byli nie tylko przedstawiciele chłopów i mieszczan, do zawodu tego przenikali także przedstawiciele szlachty. Przykładem takiego XVIII wiecznego młynarza, był Józef Wysocki młynarz warszawski, zanany z przesłuchania przed prokuratorem marszałkowskim w 1788r. Wysocki Józef – młynarz, mularz – 6 X 1788 r.
Rodziłem się w Warszawie, lat rachuję sobie 30, młodzian, religii katolickiej, kondycyi szlacheckiej, profesyi młynarz i mularz. Rodzice jeszcze żyją, ojciec bawi się ciesielstwem, przy którym ja zostaję. Młynarstwa uczyłem się w Piasecznie przez lat 5, skąd wyzwoliwszy się dostałem się do Szkolimowa do niejakiego Antoniego, młynarza, za młynarczyka na lat 4, skąd potym odstawszy, dostałem się do Jeziornej do niejakiego Krystyjana, młynarza, na lat 3. Od tego zaś odstawszy dostałem się do Glinianki do niejakiego Bekiera na lat ¾, skąd odprawiwszy się, dostałem się do Warszawy i tu najprzód u Pani Kozłowskiej półtora kwartału, u Rogowskiego także półtora roku. Nareszcie będąc przy rodzicach robiewałem z mularzami. … Będąc przy rodzicach prowadzę sposób życia z wyrobku, nikomu nic nigdy nie wziąłem oprócz kociołka od Łopackiego, przeto do żadnej innej zdrożności nie przyznaję się. Tyle wyznał.
J.K. Rozsadowski l.w.k. instyg.
W XIX w. przenikanie w szeregi młynarzy przedstawicieli szlachty uległo nasileniu. Powodem tego, oprócz pauperyzacji przedstawicieli tej grupy społecznej, były represje po powstaniu listopadowym. Po powstaniu tym ze względu na gremialny w nim udział drobnej szlachty, władze carskie wprowadziły przepisy pozbawiające szlachectwa wszystkich nieposesjonatów, czyli tych, którzy nie posiadali praw do całej wsi lub nie posiadali dokumentów potwierdzających szlachectwo. Takim młynarzem był Feliks Izydor Koryciński syn urzędnika dworskiego ( pisarza propinacyjnego ), młynarz w Starej Wsi koło Bychawy w województwie lubelskim. Zdarzało się także, że młynarze pochodzenia plebejskiego przenikali do stanu szlacheckiego. Świadczą o tym elementy techniki młynarskiej w herbie Becz ( koło wodne ) czy Kuszaba zwanym też Paprzycą ( kamień młyński ). W 1796r. mieszczanin lwowski Maciej Miller otrzymał indygenat szlachecki wraz z herbem Miller przedstawiającym dwa kamienie młyńskie i dwa gryfy. W Polsce żyło bardzo wielu młynarzy o nazwisku Miller ( niem. młynarz ) między innymi w województwie lubelskim. W 1852r. za Jana Millera, przedstawiciela tego rodu młynarskiego, wydano Ludwikę Korycińską stryjeczną siostrę wspomnianego wcześniej Feliksa Izydora, sierotę po Antonim Korycińskim zaginionym w Powstaniu Listopadowym powstańcu z oddziału Krakusów Lubelskich.
Pomimo tego, że młyny wodne budowano jeszcze w latach 50 XX wieku to początek końca tradycyjnego młynarskiego fachu to lata 1825 – 1827. Wtedy to w Warszawie na Solcu, wybudowano pierwszy w Polsce młyn parowy. Od tego momentu młynarze przestawali być rzemieślnikami a stawali się fabrycznymi robotnikami.
Molinologia.
W latach 60 ubiegłego wieku badania nad historią i techniką młynarską zaowocowały powstaniem nowej gałęzi nauki, zwanej molinologią. W 1965 roku celem koordynowania badań molinologicznych powołano Międzynarodowe Towarzystwo Molinologiczne zrzeszające zarówno naukowców jak i pasjonatów młynarstwa.

Lech Dziedzic